Mit dotyczący wpływu lampki wina na zdrowie od lat funkcjonuje w zbiorowej świadomości jako coś w rodzaju „codziennego lekarstwa” na serce. Pytanie, czy kieliszek wina dziennie rzeczywiście może chronić układ krążenia, wraca regularnie, bo wielu ludzi szuka prostych sposobów na poprawę zdrowia. Najnowsze badania pokazują jednak, że ta popularna opinia nie ma solidnych podstaw naukowych, a domniemane korzyści są znacznie mniejsze, niż kiedyś sądzono. Co więcej, część ekspertów podkreśla, że sama koncepcja „zdrowego alkoholu” wynika bardziej z uproszczeń medialnych i badań sprzed kilkudziesięciu lat niż z twardej wiedzy medycznej.
Jak przypomina brytyjski kardiolog dr Oliver Guttmann z londyńskiego szpitala Wellington, cytowany przez „The Guardian”, ludzie nie powinni traktować alkoholu jako zdrowego nawyku. W swoich wystąpieniach podkreśla, że nawet niewielkie ilości alkoholu podnoszą ciśnienie krwi, obciążają wątrobę, wpływają na układ pokarmowy, odporność oraz – co najważniejsze – zwiększają ryzyko kilku rodzajów nowotworów. Według niego wiara, że lampka wina dziennie „daje sercu oparcie”, jest bardziej mitem kulturowym niż medycznym faktem.
Przez lata mit o „lampce wina” miał jedną podstawę: badania obserwacyjne sugerujące, że umiarkowani pijący rzadziej doświadczają zawałów. Dziś wiadomo, że te wyniki były obciążone poważnymi błędami. W wielu analizach osoby całkowicie unikające alkoholu były po prostu bardziej schorowane, częściej rezygnowały z picia z powodów zdrowotnych, albo prowadziły mniej sprzyjający styl życia. Kiedy badacze zaczęli dokładnie kontrolować te zmienne, efekt ochronny alkoholu zaczął stopniowo zanikać. Innymi słowy: to nie lampka wina odpowiadała za rzekome korzyści, ale ogólny profil osób pijących umiarkowanie – zwykle bardziej aktywnych, lepiej sytuowanych i dbających o zdrowie.
Co mówią najnowsze badania?
Kluczowe znaczenie ma duża meta-analiza opublikowana w 2024 roku w „Nature Communications”, obejmująca ponad sto badań i dane genetyczne setek tysięcy osób. Wynika z niej jednoznacznie, że niewielkie dawki alkoholu nie mają jasnego, potwierdzonego wpływu ochronnego na serce. Autorzy wskazują wręcz, że ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych rośnie równolegle z ilością spożywanego alkoholu, nawet na bardzo niskich poziomach. Podobne stanowisko przedstawiło w 2025 r. American Heart Association, zaznaczając, że choć minimalne ilości alkoholu nie muszą wywoływać natychmiastowych szkód, nie ma żadnych dowodów, by przynosiły jakąkolwiek korzyść zdrowotną. Tymczasem ryzyko – zarówno dla serca, jak i całego organizmu – rośnie konsekwentnie wraz z każdym dodatkowym drinkiem.
Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że alkohol znajduje się w grupie 1 czynników rakotwórczych, tak samo jak tytoń i azbest. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) i Światowa Organizacja Zdrowia od lat powtarzają, że nie istnieje „bezpieczna dawka” alkoholu, ponieważ ryzyko nowotworów piersi, jelita grubego, wątroby czy przełyku wzrasta już przy niewielkich ilościach. Dla wielu osób to wciąż szokująca informacja, bo narracja o „zdrowotnej lampce wina” głęboko wrosła w kulturę kulinarną, zwłaszcza w Europie.
Zwolennicy czerwonego wina powołują się często na obecność resweratrolu i innych polifenoli, które mogą wpływać korzystnie na naczynia krwionośne i zmniejszać stan zapalny. Problem w tym, że substancje te znajdują się także w winogronach, jagodach, borówkach, porzeczkach, orzechach i kakao. Można więc dostarczyć je organizmowi bez żadnego ryzyka i bez tłumaczenia spożycia alkoholu „profilaktyką”. Jak podkreśla wielu specjalistów, rzeczywista zawartość resweratrolu w kieliszku wina jest tak niewielka, że nie ma żadnego realnego wpływu na zdrowie w dawkach, w jakich ludzie faktycznie piją alkohol.
Eksperci są zgodni. Alkohol szkodzi zdrowiu
Dlatego eksperci są dziś zgodni: jeśli ktoś nie pije alkoholu, nie powinien zaczynać „dla zdrowia”. A jeśli ktoś pije, powinien robić to możliwie rzadko i w małych ilościach. Każda dodatkowa porcja alkoholu to kolejne ryzyko — zwłaszcza dla kobiet, osób z nadciśnieniem, cukrzycą czy obciążeniami rodzinnymi. Dr Guttmann zwraca uwagę, że wino nie jest żadną formą terapii i nie może usprawiedliwiać złej diety ani braku aktywności fizycznej. Jego zdaniem znacznie lepszym „prezentem dla serca” jest spacer po kolacji niż kieliszek wina do niej.
Kardiolodzy przypominają, że realną ochronę przed chorobami serca zapewniają cztery elementy: zdrowa, warzywno-owocowa dieta, regularny ruch, niepalenie papierosów oraz kontrola ciśnienia i cholesterolu. Alkohol nie tylko nie znajduje się na tej listie, ale wręcz utrudnia utrzymanie tych zdrowych nawyków.
Mit o zdrowotnej „lampce wina dziennie” to przeszłość. Najbezpieczniejszą decyzją dla serca i całego organizmu jest ograniczenie alkoholu — a dla wielu osób całkowita rezygnacja. W dobie nowoczesnej medycyny nie ma już miejsca na romantyczne wyobrażenia o alkoholu jako „naturalnym leku”. Dane są jasne, konsekwentne i nie pozostawiają pola do interpretacji.
Źródła: The Guardian; American Heart Association, Alcohol Use and Cardiovascular Disease (2025); WHO; IARC; Nature Communications (2024).

